poniedziałek, 24 sierpnia 2009

Kolejny pomysł polskich feministek - walka z dyskryminacją w języku polskim.

Jak zwykle nasze siostry wspaniale walczą o prawa kobiet. Przyszedł czas, aby po wprowadzeniu do słownika nowych wyrazów o żeńskim znaczeniu niektórych zawodów (np. psycholog - psycholożka) - walka z obraźliwymi wersjami wyrazów w rodzaju żeńskim. Oto przykłady męskiego szowinizmu w naszym języku:

Polak - człowiek. Polka - rodzaj tańca.

Japończycy - mężczyźni. Japonki - klapki.

Fin - człowiek. Finka - nóż.

Ziemianin - człowiek. Ziemianka - licha chatka.

Węgier - człowiek. Węgierka - śliwka.

Graham - pisarz. Grahamka - bułka.

Rumun - chłop jak każdy. Rumunka - tirówka.

Kanadyjczyk - człowiek. Kanadyjka - rodzaj kajaka i kurtki.

Filipińczyk - facet. Filipinka - gazeta

Szwed - człowiek. Szwedka - kurtka

Hiszpan - człowiek. Hiszpanka - grypa.

Amerykanin - człowiek. Amerykanka - mebel.

czwartek, 20 sierpnia 2009

Wszystkiego dobrego na nowej drodze życia -:)















Zbliżająca się moja rocznica ślubu (całkiem niezła) skłoniła mnie do pokazania kilkunastu obrazków tematycznych. Przyjemnego oglądania.


Dobrze, źle bardzo źle...


Odnalezione gdzieś w necie:

  • Dobrze: Twoja żona jest w ciąży.
    Źle: Ma w brzuchu trojaczki.
    Bardzo źle: Ty jesteś bezpłodny.
  • Dobrze: Twoja żona z tobą nie rozmawia. 
    Źle: Ona chce rozwodu.
    Bardzo źle: Ona jest adwokatem.
  • Dobrze: Twój syn staje się dorosły. 
    Źle: Zaczął romansować z 40-letnią sąsiadką.
    Bardzo źle: Ty też.
  • Dobrze: Twój syn dużo czasu spędza w swoim pokoju. 
    Źle: W jego pokoju znalazłeś filmy porno.
    Bardzo źle: W niektórych filmach grasz główną rolę.
  • Dobrze: Twój mąż stwierdził - "Dość dzieci !" 
    Źle: Nie możesz znaleźć tabletek antykoncepcyjnych.
    Bardzo źle: Ma je twoja córka.
  • Dobrze: Twój mąż zna się na modzie. 
    Źle: Odkrywasz, ze on potajemnie nakłada twoje rzeczy.
    Bardzo źle: On lepiej wygląda w nich niż ty.
  • Dobrze: Opowiadasz swojej córce o tym jak "to" robią pszczółki. 
    Źle: Ona ciągle ci przerywa....
    Bardzo źle: ........ i cię poprawia.
  • Dobrze: Twój syn ma pierwsza randkę. 
    Źle: Z mężczyzną.
    Bardzo źle: Który jest twoim najlepszym przyjacielem.
  • Dobrze: Twoja córka odrazu po studiach znalazła prace...
    Źle: ...jako prostytutka.
    Bardzo źle: Twoi koledzy to jej klienci.
    Tragicznie: Ona zarabia więcej od ciebie.
  • Dobrze: Czytając powyższy tekst się śmiałeś. 
    Źle: Znasz ludzi z podobnymi problemami.
    Bardzo źle: Jesteś jedną z tych osób.


poniedziałek, 3 sierpnia 2009

Garść dowcipów

Poniższe dowcipy przesłał mi wujek. Sami oceńcie, czy są śmieszne:

Straż Pożarna. Dzwoni telefon.
Dyżurny:
- Słucham?
- W zeszłym roku posadziłem sobie konopie indyjskie. Wyrosły takie jakieś cherlawe, żadnego speeda nie dają...
- Dokąd dzwonisz, palancie! - denerwuje się dyżurny. Dzwoń na policję do sekcji narkotyków - tam Ci pomogą.
I odkłada słuchawkę. Po dziesięciu minutach znowu rozlega się dzwonek telefonu:
- A jak w tym roku posadziłem, to wyrosła taka dorodna i tak w łeb daje, że nawet pojęcia nie masz!
- Już Ci mówiłem palancie! Dzwoń na policję!
I znowu rzucił dyżurny słuchawkę na widełki. Po pół godzinie znowu telefon:
- Sam jesteś palant! Nie odkładaj słuchawki... Dzwonię... bo u sąsiada chałupa się pali... A jak przyjedziecie, zaczniecie biegać z tymi swoimi wężami... patrzcie pod nogi... nie zadepczcie..



- Twój mąż pamięta datę waszego ślubu?
- Na szczęście nie.
- Na szczęście?!
- Wspominam mu o rocznicy kilka razy do roku i zawsze dostanę coś fajnego!


Starzec leży na łożu śmierci. Chciał zabrać ze sobą do grobu swoje pieniądze. Zawołał swojego księdza, lekarza i prawnika:
- Tutaj każdy z was dostanie na przechowanie po 30 tys. dolarów. Chcę, żebyście położyli je na mojej trumnie, kiedy umrę i wtedy będę mógł je zabrać ze sobą.
Na pogrzebie każdy z mężczyzn kładzie kopertę na trumnie starca. Wracają limuzyną i ksiądz nagle wyznaje ze łzami:
- Dałem tylko 20 tys., bo potrzebowałem 10 tys. na nową świątynię.
- Cóż, skoro się sobie zwierzamy - powiedział lekarz - muszę przyznać, że dałem tylko 10 tys., bo potrzebowaliśmy nowej maszyny w szpitalu, a ta kosztowała 20 tys.
Prawnik był przerażony.
- Wstyd mi za was! - wykrzyknął - Chcę, żebyście wiedzieli, że w kopercie położyłem własnoręcznie wypisany czek na pełną sumę 30 tys. dolarów!




Siostra Przełożona udając się na poranne modlitwy, minęła po drodze dwie młode zakonnice, które właśnie z porannych modlitw wracały. Mijając, pozdrowiła je:
- Dzień dobry dziewczęta, niech Bóg będzie z Wami.
- Dzień dobry Siostro Przełożona, Bóg z Tobą.
Kiedy młódki oddalały się Siostra Przełożona usłyszała jak jedna z nich mówi:
- Chyba wstała ze złej strony łóżka.
Zaskoczyło to Siostrę Przełożoną, ale zdecydowała się nie zgłębiać tematu, poszła dalej. Idąc korytarzem spotkała dwie Siostry, które nauczały już w klasztorze od kilku lat. Po wymianie powitań (Dzień dobry, Bóg z Tobą/Wami...) Siostra Przełożona znowu odchodząc usłyszała jak jedna mówi do drugiej:
- Siostra Przełożona chyba wstała dziś nie z tej strony łóżka. Zmieszana Siostra Przełożona zaczęła się zastanawiać czy może mówiła opryskliwie, albo jej spojrzenie było nie takie jak powinno... Rozmyślając tak podążała do kaplicy. Wtedy na schodach ujrzała Siostrę Marie, lekko przygłuchą, najstarszą zakonnicę w klasztorze. Siostra Maria pomalutku, schodek po schodku wchodziła na gore. Siostra Przełożona miała dużo czasu aby uśmiechnąć się i wyglądać na szczęśliwą, podczas pozdrawiania Siostry Marii.
- Siostro Mario, cieszę się że Cię widzę w ten piękny poranek. Będę się modliła do Boga, abyś miała dziś piękny dzień!
- Witam Cię Siostro Przełożona, i dziękuje. Widzę, że wstałaś dziś ze złej strony łóżka.
To stwierdzenie powaliło Siostrę Przełożoną na kolana.
- Siostro Mario, co ja takiego zrobiłam? Staram się być miła, a już trzeci raz dzisiaj słyszę, że wstałam nie tą stroną łóżka.
Siostra Maria zatrzymała się, spojrzała Siostrze Przełożonej w oczy i rzekła:
- Och, nie bierz tego do siebie, po prostu włożyłaś pantofle Ojca Michała...



- Jak masz na imię??
- Joanna.
- Jo Andrzej, tyż ze wsi.



Prezes spółki giełdowej wzywa sekretarkę:
- Pani Halinko, jedziemy na weekend do Czech. Proszę się pakować.
Sekretarka po przyjściu do domu przekazuje nowinę mężowi:
- Krystian, jadę z szefem w delegację. Biedactwo, będziesz musiał sobie jakoś poradzić sam.
Facio dzwoni do kochanki:
- Waleria, jest dobrze. Stara wyjeżdża na weekend, zabawimy się nieco.
Kochanka, nauczycielka matematyki w gimnazjum męskim dzwoni do swego ucznia:
- Kamilek, będę zajęta w weekend. Korepetycje odwołane.
Zadowolonu uczniak dzwoni do dziadka:
- Dziadziu, nie mam korków. Mogę do ciebie wpaść na weekend.
Dziadek, prezes spółki giełdowej dzwoni do sekretarki:
- Pani Halinko, wyjazd odwołany. Pojedziemy za tydzień.
Sekretarka dzwoni do męża:
- Krystian, szef odwołał wyjazd.
Facet do kochanki:
- Weronika, ch*jnia. Stara zostaje w chacie.
Kochanka-nauczycielka do ucznia:
- Kamil, korepetycje o 10.00 rano w sobotę.
Uczeń do dziadka:
- Dziadziu, lekcje jednak będą. Nie mogę wpaśc do ciebie.
Dziadek-prezes do sekretarki:
- Pani Halinko, jednak w ten weekend wyjeżdżamy...




Pani Stasia była organistką w kościele, miała już prawie 70 lat na karku i była starą panną. Była podziwiana przez wszystkich parafian za swą dobroć i oddanie sprawom kościoła. Pewnego razu wpadł do niej ksiądz omówić szczegóły jakiejś kościelnej uroczystości. Pani Stasia zaprosiła duchownego do pokoju gościnnego i zaoferowała mu herbatkę. Ksiądz usiadł sobie wygodnie w stylowym fotelu, tak, że przed nim stały stare organy Pani Stasi. Ku wielkiemu zdziwieniu księdza, na organach tych stała szklanka wypełniona wodą, a co jeszcze bardziej zaniepokoiło księdza to fakt, że w szklance tej pływała prezerwatywa. Jak Pani Stasia wróciła z herbatką zaczęła się rozmowa. Ksiądz chciał jakoś delikatnie zacząć rozmowę o szklance wody i kondomie w niej pływającym, ale mu się nie udawało, więc postanowił zapytać wprost:
- Pani Stasiu, bardzo bym był rad, gdyby mi pani to wytłumaczyła - tu wskazał na nieszczęsną szklankę.
- Ooo tak, dobrze, że ksiądz pyta... Czyż to nie wspaniałe? Szłam sobie raz przykościelnym parkiem parę miesięcy temu i znalazłam tę małą paczuszkę na ziemi. Instrukcja na opakowaniu wyraźnie mówiła, że należy to umieścić na organie, zapewnić by było wilgotne i to wtedy ochroni przed roznoszeniem się chorób.... I wie ksiądz co? Przez całą zimę nie miałam grypy.

Komputer - studium uzależnienia





Ach ci mężczyźni !

Tusk cudotwórca (bez komentarza)